24. styczeń 2012 | 22:06:00
Dżona: mamunia...ty mi na nic nie pozwalasz...!
idziemy ze sklepu do domu. pod wiatr. wieczorem. drobny śnieg sypie z nieba, a światło z ulicznych latarni tworzy na chodnikach piękny klimat.
a jednak wiatr smaga mi twarz, a śnieg oblepia wytuszowane rzęsy i zaraz będę płakac czarną łzą.
Wu: Jasieńko....to nie prawda.
Dżona: jestem na ciebie zły, mamunia!!
Wu: Dżona, a ja Ciebie kocham. kochanie moje.
Dżona: a ja ciebie nie lubię!
jaka jest siedemdziesiąta i siódma prawda z kodeksu Superniani? że dziecka się nigdy nie okłamuje. never ever.
Wu: Dżona....a ty mnie wkurzasz!
Dżona: a ty mnie też wkurzasz!
i pomknęliśmy w stronę domu.
na klatce schodowej Dżona oznajmił, że mu puściły uszczelki i olał sprawę z góry ku dołowi. w związku z tym, że obraziłam go nadmiarem anielskiej cierpliwości - on włączył na półpiętrze syrenę..
Dzona: aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! aaaaaaaaaaaa...
Wu: Dżona....uspokój się...daj rękę....w domu przebiorę Ci spodnie.
Dżona: aaaaaaaaaaaa... aaaaa!!!!!!!!!!!!!
docieramy do domu, a piętro niżej na klatkę wychodzi sąsiadka: ojej...a kto to tak płacze..?? a co się stało Jasiek?
na to drzwi od domu uchyla Gustaw i poważnym tonem przemawia: niech się pani nie wtrąca, bo wystawię pani mandat.
Gustaw bowiem ma wciąż parcie na policmajstra i nawet do warzywniaka wkłada (na czapkę zimową) czapkę policjanta. i jak mu ta czapka krzywo sanie, to Gustaw wyciąga raportówkę taką i kreśli mandaty. mówię Wam, cyrk na kółkach.
weszłam do domu i zmroziłam Gustawa wzrokiem... w sumie babie się należało. jak się zapuszcza do piwnicy po kompot, to powinna dotrzeć do celu, wykonać zadanie i wrócić do siebie. a jednak coś z tyłu głowy podpowiada mi, że powinnam zareagować.
więc ubrałam go w wyjściowy dres, hyhy, i wyszłam z nim na klatkę schodową. szedł wręczyć sąsiadce czekoladę w ramach przeprosin (chcesz, żebym Cię traktowała poważniej niż Jasia, a zachowałes się jak gówniarz...nie przymierzając). przeprosił. wstyd, który dzisiaj poczuł...on chyba na dłużej zapamięta tę lekcję.
a ja....zrobiłam mu ciasto. Filadelfię. nie pytajcie.
bo jutro ma imprezę w instytucji z okazji Dnia Babci i Dziadka, więc Szefostwo pod krawatem, truchcikiem na występy.
Gustaw: mamunia, a kamizelkę mi przygotujesz?
taaa....wchodzę do łazienki, Gustaw bierze prysznic: którą koszulę wyprasować?
wystawia głowę zza prysznicowej zasłonki, patrzy, patrzy...w końcu wybiera. tę, która lepiej komponuje się z kamizelką. jutro będzie chciał jeszcze do kompletu pachnieć jak mężczyzna. ja cież pierdzielę....
Obywatel za to dziecinnieje. ściąga na przykład na Xbox'a grę z gatunku horror. niby dla mnie (ja wolę notki skręcać dla potomnych) i jak widzi brak zainteresowania, to gra sam. a jak dla efektu w grze spadnie ze ściany lustro i sięrozbije, to Obywatel robi po nogach jak Dżona.
albo...gra sobie w Need For Speed. wyscigi samochodowe. tak to przeżywa, że nie umie grać z pozycji łóżkowej, a musi sobie stać przed ścianą, na której wisi telewizor i...no właśnie. jak samochód skręca, to Obywatel też. całym sobą. gdyby w pokoju było jasno, to z ręką na sercu...pedał gazu i sprzęgło też wciska. a w przerwach wyścigów z nudów drapie się... i ja to wszystko rejestruję. ja wiem po co ja jestem na tym świecie! kto by to wszystko zapisał, co tu się wyprawia przecież....
czy ja jestem jedynym normalnym człowiekiem na tym IIIp?
nie....też chyba nie..bo wiecie co ja zrobiłam?
zaprosiłam na IIIp księgowe. trzy sztuki. bez kalkulatorów i zatemperowanych ołówków, ale pod alkohol będziemy słupki stawiać :)
30go.