Dzidzia...a Ty wiesz, że jak byłaś u mnie na plotkach, to ja robiłam zdjęcia?

  Komentarze (1)
27. styczeń 2012 | 23:13:00


piszę smsem do Dzidzi. a ona odpisuje:





a po chwili przysyłą:


czyli, że nie pamięta, że robiłam zdjęcia [ja też nie pamiętałam...dzisiaj wyszło przypadkem], a już podświadomie się zgadza.. to jest modelka :))



 

 

 




w_z_s_m : :

Dzisiaj znalazłam.... Jak mi się nic nie chce...nie macie pojęcia........

  Komentarze (3)
27. styczeń 2012 | 21:38:00






fotograf od tyłu jest bezbronny. czy coś w ten deseń. tak brzmiał komentarz do zdjecia.


 

 


w_z_s_m : :

Whatever you give a woman, she'll multiply it. Give her sperm, she'll give you a baby. Give her a house, she'll give you a home. Give her a yard, she'll give you a garden. Give her groceries, she'll give you a meal. Give her a smile & compliments, she'll give you her heart. So, if you give her crap, be ready for a ton of shit. . .

  Komentarze (2)
25. styczeń 2012 | 21:36:00



ya.

to do Was. Wy....Wy...

 

ale to było jak Dzidzia nawiedziła mnie celem obtańcowania pół litra.

 

nie mogę zdradzić co my mądrego zrobiłyśmy, bo jeszcze przyszłoby do głowy niektórym powtórzyć nasz wyczyn, ale nie mogę się oprzec i zacytuję Dzidzię z okolic głebokiej nocy.

Dzidzia: (...) nie ruszaj się tak, bo cię widzę tu i tam. I po środku jesteś jeszcze ty...(...)

 

nie będę komentować.

ale zapisać musiałam, bo jak sobie za iks lat wezmę w rękę oprawiony blog i przeczytam to co napisałam, to będe wiedziała jak cudownie spędziłam ten czas. ten wieczór i moment przejścia z dzisiaj do jutro.

a później stałam przy oknie i patrzyłam w dół, jak Dzidzia kreśli węża na chodniku. a jak mi zniknęła z pola widzenia, to wyszłam na balkon i stałam tam, a moje gorące serce i stępione procentem zmysły grzał jedynie powyciągany sweter i różowy dres. i wypatrywałam Dzidzi. gdzie jest. o, jest! zauważyłam jak przemyka w dali. i później wisiałam z nią na telefonie aż mi powiedziała, że stoi właśnie pod swoim domem i... dobranoc. jak wychodzi z mojego domu, to kładę się spać dopiero kiedy da mi sygnał, że dotarła już do siebie.

 

Dzidzia...wiesz... Ty....Ty.... hehehehehehhehe.

 

 

a..

kupiłam sobie lakier do paznokci w kolorze (przysięgam, ślepnę) mebli z dużego pokoju.

pomalowałam paznokcie i tak sobie na nie patrzę i patrzę.... dupa jak szafa trzydrzwiowa.... mam komplet.

 

 

 


w_z_s_m : :

Anna Forbearance L......wska.

  Komentarze (4)
24. styczeń 2012 | 22:06:00



Dżona: mamunia...ty mi na nic nie pozwalasz...!

 

idziemy ze sklepu do domu. pod wiatr. wieczorem. drobny śnieg sypie z nieba, a światło z ulicznych  latarni tworzy na chodnikach piękny klimat.

a jednak wiatr smaga mi twarz, a śnieg oblepia wytuszowane rzęsy i zaraz będę płakac czarną łzą.

 

Wu: Jasieńko....to nie prawda.

Dżona: jestem na ciebie zły, mamunia!!

Wu: Dżona, a ja Ciebie kocham. kochanie moje.

Dżona: a ja ciebie nie lubię!

 

jaka jest siedemdziesiąta i siódma prawda z kodeksu Superniani? że dziecka się nigdy nie okłamuje. never ever.

Wu: Dżona....a ty mnie wkurzasz!

Dżona: a ty mnie też wkurzasz!

 

i pomknęliśmy  w stronę domu.

na klatce schodowej Dżona oznajmił, że mu puściły uszczelki i olał sprawę z góry ku dołowi. w związku z tym, że obraziłam go nadmiarem anielskiej cierpliwości - on włączył na półpiętrze syrenę..

Dzona: aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! aaaaaaaaaaaa...

Wu: Dżona....uspokój się...daj rękę....w domu przebiorę Ci spodnie.

Dżona:  aaaaaaaaaaaa... aaaaa!!!!!!!!!!!!!

docieramy do domu, a piętro niżej na klatkę wychodzi sąsiadka:  ojej...a kto to tak płacze..?? a co się stało Jasiek?

na to drzwi od domu uchyla Gustaw i poważnym tonem przemawia: niech się pani nie wtrąca, bo wystawię pani mandat.

Gustaw bowiem ma wciąż parcie na policmajstra i nawet do warzywniaka wkłada (na czapkę zimową) czapkę policjanta. i jak mu ta czapka krzywo sanie, to Gustaw wyciąga raportówkę taką i kreśli mandaty. mówię Wam, cyrk na kółkach.

weszłam do domu i zmroziłam Gustawa wzrokiem... w sumie babie się należało. jak się zapuszcza do piwnicy po kompot, to powinna dotrzeć do celu, wykonać zadanie i wrócić do siebie. a jednak coś z tyłu głowy podpowiada mi, że powinnam zareagować.

więc ubrałam go w wyjściowy dres, hyhy, i wyszłam z nim na klatkę schodową. szedł wręczyć sąsiadce czekoladę w ramach przeprosin (chcesz, żebym Cię traktowała poważniej niż Jasia, a zachowałes się jak gówniarz...nie przymierzając). przeprosił. wstyd, który dzisiaj poczuł...on chyba na dłużej zapamięta tę lekcję.

 

a ja....zrobiłam mu ciasto. Filadelfię. nie pytajcie.

bo jutro ma imprezę w instytucji z okazji Dnia Babci i Dziadka, więc Szefostwo pod krawatem, truchcikiem na występy.

Gustaw: mamunia, a kamizelkę mi przygotujesz?

taaa....wchodzę do łazienki, Gustaw bierze prysznic: którą koszulę wyprasować?

wystawia głowę zza prysznicowej zasłonki, patrzy, patrzy...w końcu wybiera. tę, która lepiej komponuje się z kamizelką. jutro będzie chciał jeszcze do kompletu pachnieć jak mężczyzna. ja cież pierdzielę....

 

Obywatel za to dziecinnieje. ściąga na przykład na Xbox'a grę z gatunku horror. niby dla mnie (ja wolę notki skręcać dla potomnych) i jak widzi brak zainteresowania, to gra sam. a jak dla efektu w grze spadnie ze ściany lustro i sięrozbije, to Obywatel robi po nogach jak Dżona.

albo...gra sobie w Need For Speed. wyscigi samochodowe. tak to przeżywa, że nie umie grać z pozycji łóżkowej, a musi sobie stać przed ścianą, na której wisi telewizor i...no właśnie. jak samochód skręca, to Obywatel też. całym sobą. gdyby w pokoju było jasno, to z ręką na sercu...pedał gazu i sprzęgło też wciska. a w przerwach wyścigów z nudów drapie się... i ja to wszystko rejestruję. ja wiem po co ja jestem na tym świecie! kto by to wszystko zapisał, co tu się wyprawia przecież....

czy ja jestem jedynym normalnym człowiekiem na tym IIIp?

nie....też chyba nie..bo wiecie co ja zrobiłam?

zaprosiłam na IIIp księgowe. trzy sztuki. bez kalkulatorów i zatemperowanych ołówków, ale pod alkohol będziemy słupki stawiać :)

30go.

 

 

 

w_z_s_m : :

Nie ma rozmowy? - Życia nie ma!

  Komentarze (4)
23. styczeń 2012 | 22:50:00


tak uważa pani Irenka.

 

p. Irenka: (...) więc jak się z moim (facetem) pokłociłam, to wylałam jego kawę, nie zrobiłam mu śniadania ani obiadu. a jak zaczął marudzić, że on się tak źle czuje, ze jemu to już bliżej niż dalej, to powiedziałam mu, zeby mi mieszkanie wykończył. bo to jeszcze zdąży. jak się tak źle czuje.

 

i do Swojego dotarła.

czyli, że po kłótniach przychodzi bezchmurne niebo?

no niby.

każda kobieta ma sposób na swojego mężczyznę.


a ja chyba nie mam.

albo to nie mój mężczyzna?

 

 

Malena, trzymam za Ciebie kciuki, Maleńka.

 

 

w_z_s_m : :

Off the record.

  Komentarze (2)
23. styczeń 2012 | 21:11:00



siedzimy.

ona obok mnie.

założyła nogę na nogę, zawija włos na palcu wskazującym.

obraca się wolno na krześle obrotowym. później zatrzymuje nagle w miejscu. i gapimy się w okno.

zastanawiam się nad tym co mi powiedziała.

 

Mała Awaria: wiesz...siedzieliśmy w półmroku i on położył swoją głowę na moich kolanach.

Wu: mhmm..

Mała Awaria:  wsunęłam palce w jego włosy.

Wu: mhm. a on? a...on co?

Mała Awaria:  nic. no wiesz... nic. przytulał twarz do moich nóg. Ty wiesz, ja nie znałam wcześniej takiej czułości. myślalam, że wszystko można określic, nazwac, nie wiem. że większość z puli takich uczuć można skonkretyzować.

Wu: a ...nie można?

Mała Awaria: nie trzeba. chociaż miałam ochotę, Bóg mi świadkiem, mialam ochotę zacisnąć palce na jego włosach i unieść w górę jego głowę tylko po to, żeby znowu go smakować. kumasz?

Wu: nie.

Mała Awaria: no właśnie ja też raczej nie. bo obleciał mnie strach. a może...może było mi tak dobrze? nie wiem. przecież tego nie znałam wcześniej.

 

 

myślalam, ze dobrze ją znam.

 

 

 

 

 

w_z_s_m : :

Piatek rano - Tymbark. Piątek wieczór - Finlandia.

  Komentarze (7)
20. styczeń 2012 | 13:20:00



Tymabrk mówi mi: "Dodaj komentarz :)"


właśnie rozwalił mi się kawałek życia i trwam w głebokim szoku od kilkunastu godzin.

chyba jednak nie pokuszę się o próbę skomentowania.

jestem za słaba.

cienki bolek.

tak mnie wszystko w środku boli. nie wierze. nie wierzę.

 

jestem w przysłowiowej dupie.

 

 

 

 

 

 

w_z_s_m : :
18. styczeń 2012 | 22:26:00

 

 

 

mój daleki krewny. nasza sława sięga na każdy kontynent, hy.

 

 

odbieram dzisiaj połaczenie telefoniczne z Ichlandii. jestem w samym środku akcji, ucieczka przed policją, tajemnicze spotkanie i lanie po mordach, a tu nagle dźwięk telefonu. ej, Łobuz....Ty mnie zabijesz taką akcją kiedys....

zarzuca mi ten od połaczenia, że ja w ogóle za dobrze mam. bo kawka, książka pod biurkiem i cala uchachana. że co ja w tym Kombinacie palę, że ja taka szczęsliwa cala? a ten, który dzwonił, to otwarcie przyznal, że on w tej pracy to na wiecznym holiday'u siedzi. brejka sobie takiego (jak mawia Moja Bejbe) strzela od miesięcy. phi!

 

ja to pól biedy.

to znaczy ja nie palę nic. absolutnie.

ale Dzidzia......ta to dopiero .......

poszła do lekarza jakis czas temu. i od kilku dni na gyy gyy Dzidzia mnie zagaduje, a co drugie zdanie wplata tekst o tym, jaki swiat cudowny jest.

Dzidzia przychodzi do mnie w piątek na wódkę.

jak ją upiję i wydobede od niej nazwe specyfiku, to..no wlasnie. co.

oddaj mi moją Dzidzię, gnojku jeden....[to do znachora].

niech ją nic nie boli i niech się solidnie wyśpi i wypocznie, ale jak jej zabierzesz ciętość jęzora i bystrość umysłu, to zatlukę, ajsłer.

 

 

 

 

 

w_z_s_m : :

"Nie mów nikomu..."

  Komentarze (4)
17. styczeń 2012 | 20:54:00



ależ jesteś piekna... to ja o sobie, hyhy. stoję przed lustrem w łazience. dzisiaj po pracy i zmywam makijaż. gdyby tylko nie ta twarz i cała reszta, to w sumie byłabym nawet znośna...

 

do łazienki wkracza Dżona. zawiesiłam się nad swoimi myślami i zapatrzyłam w lustro. wyrwał mnie z otępienia. on to potrafi. nie wierzycie? mogę go wypożyczyć na jakiś czas. szczególnie kiedy w TV mówią, że klimat przejdzie z łagodnego w ostrzejszy. wtedy mojego Meteopatę Metr Dziesięć telepie emocjonalnie i nie waha sie używać swoich możliwości wokalnych. a takie posiada. a owszem. dzisiaj na ten przykład wiatr zawiał i Dżona stwierdził, że mu czapka krzywo stoi, więc powydziera się. Obywatela to nie ruszało. Gustawa również nie. więc przydreptał do łazienki - a smarki co robiły za efekty specalne wisiały mu już w okolicach pępka - i zaczął wycinać mezzosopranem. no przecież to dziecko. dzieci są idealne, bo - mimo, że przy współprodukcji uczestniczy mężczyzna - to jednak donoszone przez kobietę. więc i wokal najpierw żeński. dopiero z czasem się "psują" i wylazi z nich facet. taką mam teorię. no mniejsza.

stoi po mojej lewej i piszczy. aaaale jaaak!

ktoś oglądał Pamięć Absolutną ze Szwarcenegerem? tam jest taka scena, jak w pewnym momencie bohater i jakaś laska nie mogą złapać powietrza i w wyniku powyższego mają okropny wytrzeszcz. kojarzycie? no to ja też taki miałam na ten moment. lewe oko mi wyłaziło z oczodołu. o uchu lewym nie wspomnę. młoteczek napierdalał w kowadełko i tak dalej...ruchy mimowolne twarzy od lewej do prawej zniekształciły mnie okrutnie i tego znieść już nie umiałam. a wszystko z powodu tego małego...tego....co po lewej stronie.

biorę luja za rękę, prowadzę do pokoju, w którym Gustaw spokojny niczym morze po sztormie. staję między jednym i drugim i wyjasniam: ja robie podyplomówkę z terapii zajęciowej. nie z mediacji. poradźcie sobie sami.

i wyszłam.

i spokój.

godz. 19.12 i ja w piżamie.

gdzie nie spojrzysz - same cuda.

a..i dzisiaj nagle..jak zwykle to co najcudowniejsze - spływa na mnie w godzinach pracy - nagle odczułam przemożną chęć nawiedzenia biblioteki. zapobiegliwie ściągnęłam sobie kilka książek na pendrive'a, ale zapragnęłam poczuć ten kurz..ten czas..klimat.

odkąd pamiętam uwielbiam kryminały. horrory. thrillery.

no ale nie mam szans na książki w prezencie. Obywatel albo zapomina o urodzinach, albo prezenty są bardzo zaskakujące. zero nudy.

no i zabieram ze sąbą Gustawa. w bibliotce pyta mnie: mamunia, a ile książek możemy wypożyczyć? mówię mu, że pięć. idzie więc do pana bibliotekarza.

Gustaw: proszę pana, a czy są książki o zwierzętach?

pan bibliotekarz: sa. ooo...tutaj [podchodzą do półki] a jakie zwierzęta Cię interesują? koooonieeee....ptaaaakiiii...

Gustaw: rybki. bo ja będe rybakiem.

 

krótko i zwięźle.

więc on trzy o rybkach, ja dwa kryminały.

noo..to uciekam do łóżka. z ksiażką. uwielbiam psuć sobie wzrok.

 

w_z_s_m : :

Mamunia....!!!

  Komentarze (4)
15. styczeń 2012 | 23:00:00



Mamuniaaa!! mój sanek mi uciekaa!!

 

to Dżona. dzisiaj pod wieczór. wyprowadziłam ich na świeże powietrze. Gustawa i Dżonę. i stałam na górce. a oni na sankach zjeżdżali w dół zahaczając często o krzaki, które niechcący rosły od lat kilku na poboczu.

ale zabawa była przednia.

 

Obywatel za to od rana ma ciężki czas.

podejrzewam, że to PMS. jego, a nie mój.

padło mu na głowę, a ja wyciągam niekorzystne dla naszego związku wnioski.

 

położył dzieci spać i chyba postanowił się wyżyć. wiadomo. trudne dni ma. pokrzyczeć nie może. noc za oknem. więc co można zrobić w takiej syuacji?

o....Dżona sie wybudził. więc idę do niego, przykrywam kołderkę, poprawiam poduszkę. i słyszę...? Obywatel sapie, dyszy, wzdycha, stęka, kwęka... co jest???? myślę.. zapaści jakiejś dostał? spieszę więc z pierwszą pomoca(bo kurs w Kombinacie nam fundnęli), aczkolwiek niechętnie jakoś dzisiaj..... i co widzę? Obywatel poodsuwał wszystkie meble wolnostojące na boki, zdjął koszulkę obnażając moher na klacie oraz zalążek mięśnia piwnego i....trzyma gardę.

ja pierdolę....on...on widzi przeciwnika. mam nadzieję, ze nie wizualizuje mnie... znowu myślę. idę do pokoju, gdzie stoi Obywatel wpatrzony w ścianę. zaciska pięści. zerkam zza rogu co też wykombinował człowiek, który odważył sie mnie poslubić i myślę sobie tak: możeto nie on taki odważny, a ja jednak? nie znam gościa. jak Boga kocham. stoi tu jakiś obcy półnagi facet na środku pokoju, z podniesionymi pięściami, do walki całkiem gotowy, ma nawet zaciśnięte usta i marsa na czole.

tylko czemu on chce walczyć ze ścianą? - ja pierniczę....medal dla mnie za odwagę. nie znam człowieka.  w dodatku zaczyna śmiesznie machać nogą. jedną, drugą. schyla się, podnosi, gardę trzyma... no jak nic walczy!

tylko kurwa z kim? ja wciąż swoje... wiem! no z demonami! dobrze, że żadne z nas obrączki nie nosi...jesliby mu strzeliło w miejscu publicznym tak odreagowywac męski PMS, to ja cież pierdzielę.....

czaić się nie wypada. we własnym mieszkaniu tym bardziej. wchodzę więc do pokoju. i co widzę? włączył sobie Xbox'a. i grę. dla duzych chłopców. i leje po mordzie jakiegoś ofermę.

a nie.

to Obywatela piorą po twarzy! ale ja tam ratować nie będę.

zastanawiam się jednak czy zamiast tego żyrandola nie przywiesić worka treningowego? światła się pozbawię, ale może Obywatelowi coś się rozjaśni i odda nam ten blask? byłoby uroczo.

 

 

 

w_z_s_m : :

Hawana Libre.

  Komentarze (4)
14. styczeń 2012 | 21:36:00


sok z limonki

rum

cola.

w takich samych proporcjach. Bogusław Linda w wywiadzie dla TS mówi, że ten drink robi cuda z kobietami.

no to ja jestem ciekawa. no no. ja sobie dziś zaserwuję takiego.

dlaczegóż? poniewóż.

potrzeba istnieje zawsze. dla chcącego nic trudnego. w sensie wynajdywania sobie potrzeb.

 

uwaga.

14 dzień stycznia. zaczęłam od mocnej, gorącej kawy i (o dziwo) śniadania.

później zapakowalam stado do samochodu i Obywatel wywióz nas w las. a tam wskoczyłam w dres i buty do biegania.

tak.

spociłam się.

związałam wysoko włosy, owinęłam się szalem. na uszy włożyłam słuchawki i truchcikiem przez las. pamiętam, że G.rażka mówiła coś o zasadzie "x3". zapamiętałam pierwszą dotyczącą biegania: pamiętaj, 3x w tygodniu. amen. dobrze, że nie pięć :)

biegłam sobie przez las, wokół żywej duszy. bieg-marsz-bieg-marsz. przecież nie chciałam sobie fundnąć oderwanej blaszki miażdżycowej i zatoru w środku głuszy! ale powiem Wam, że to mój klimat. taka głusza. biegłam i dziękowałam Górze, że Szef miał gest i fundnął nam wszystkim wypas w postaci domu z kominkiem na prawie zadupiu.

kiedy dojechaliśmy do domku i szłam po schodach na górę się przebrać, to Obywatel prawdopodobnie podczas rozpalania w kominku mocno powątpiewał w to, że pokażę się wszystkim okolicznym wiewiórkom w dresie i starych butach (rozmiar 37,5. kurczę się. to starość).

biegałam bez telefonu. pewnie mało to rozsądne z uwagi na fakt, że pewnie za każdym drzewem w lesie czail się gwałciciel i łowcy zjechanych do granic - reeboków. no ale przecież ja mam kondycję (więc ucieknę)!  no. do pierwszej zadyszki.

coś w tym bieganiu jest takiego,co trudno mi nazwać.

trenowałam 12 lat inny sport. jedno boisko. sześć osób w jednej drużynie.

a jednak doiero ten (pierwszy w moim życiu świadomy i samotny) bieg uświadomił mi, że to swego rodzaju....FREEEEEEDOM....FREEEEDOM....

wysłalam Obywatela po składniki na drina.

 

adieu!

 

 



Oh yeah
Now I'm gonna get myself happy

w_z_s_m : :

Jeśli masz nadmiar kasy i w związku z tym nie wiesz co z nią począć, to.....

  Komentarze (1)
13. styczeń 2012 | 21:43:00



....śladami Obywatela kup Xbox'a. zmontuj wszystko tak, żeby pięknie mruczało na komodzie. tak, żeby zachęcająco puszczało do Ciebie zieloną i czerwoną diodę. a jak już Cię zwabi w swoje sidła i pochłonie bez reszty, to (używając Kinect'a) machaj rękoma tak długo i intensywnie, aż rozbijesz swojej kobiecie żyrandol. wszak bez ryzyka nie ma zabawy. zawsze istnieje opcja, że spakuje Ci walizki, dołoży w środek tę zasraną konsolę i wystawi na wycieraczkę. jednak bardziej prawdopodobne, że do żyrandola zażąda nowe szpilki (i ze dwa czerwone półsłodkie mołdawskie). by śladami podsufitowego gwiazdozbioru, oslepić wspóldomowników nieziemskim blaskiem. gwiazdeczka taka.

w_z_s_m : :

Dupa nie szklanka..

  Komentarze (0)
13. styczeń 2012 | 21:42:00

 

 

...ale rozmiaru garnuszka też nie musi przybierać. więc znalazłam super artykuł. super, bo mozna sobie bez obaw folgować w kuchni Kombinatu. a szefowe kuchni serwują dziś: słodkie pierogi. wg poniższej  tabelki mogę jeść, a dupa objętościowo nie powinna wyjść poza ramy. czasowo może jeszcze nie. ale przestrzennie, to ja czuję, że nie zapanuję. chryste elejson......

 

 

 

w_z_s_m : :

Akcja Reakcja.

  Komentarze (3)
13. styczeń 2012 | 10:34:00



Szef wchodzi do biura rano. i przemawia do mnie, że Gustaw zazyczył sobie, żeby mu Szefowa ugotowała zupę.

cudnie.

cudnie, że to Szefowa ma ugotowac, a nie ja. to raz. a dwa - chyba nie podolałabym wyzwaniu. bowiem Gustaw mial zachciewajkę na zupę pomidorową. z ogórków.

i teraz siedzi Szefowa w kuchni i w zadumie błądzi palcem wskazującym w gąszczu siwych piór próbując wykombinowac...jak to wykonać? wyzwanie, nie? dlatego doskonale, że padlo na nią. nie na mnie.

 

ale ja...ja też rzucam wyzwania.

Obywatel pracuje w systemie zmianowym. i tylko on jest kierowca w towarzystwie. więc jak wiezie nasza trzodkę, to musze czuwac nad tym, zeby był czujny, tak? tak. czuwam nad tym, żeby oka nie zamknął za kółkiem, żeby refleks miał w miarę (tu zwykle działa ostrzeżenie, że na lakiernika nie wykładam). ale nie tylko szybkość reakcji się liczy, prawda? trzeźwość umysłu również. szczególnie po nocce, heheheheh.

 

więęęęęc....jedziemy sobie jakiś czas temu. Obywatel po pierwszej nocce. i przed drugą nocką. odbiera nas z instytucji i Kombinatu i  postanawia zrobić rundkę po  mieście. takie wiecie...zabicie czasu po obiedzie - przed kolacją. pogoda nieciekawa i luje w domu biorą się za lby..a w samochodzie każde patrzy w swoje okno. gra i buczy. jedziemy.

 

Wu: słuuuuuuuchaj...a tego...a sobie wyobraź, że....a weź sobie wyobraź, że o tu..od tego zakrętu, który jest przed nami..widzisz, nie? [sprawdzam wzrok. czy oczy otwarte w ogóle?]

Obywatel zakręt widzi, ale gadać ze mną nie chce. czyżby zamierzal za kółkiem ciąć komara? ten proceder trzeba przerwac,w ięc zaciąąagam dalej.....

 

Wu: o to sobie wyobraź, ze za tym zakrętem psuje się nam samochód i ....może już tylko jechać prosto albo skręcać jedynie w prawo. umiesz to sobie wyobrazić?

 

Obywatel potwierdza, więc procesy myślowe zachodza. ale wciąż nie jestem pewna czy przyswajanie informacji w normie. czy skupienie dostateczne. czy po nocce w ogóle wie, że żonę wiezie i wlasne osobiste prywatne skarbonki? więc ja dalej....

 

Wu: no to zaczynaj!!!!!

Obywatel gwałtownie się prostuje:  ale co????

Wu:  jak to co....zawieź nas do domu, ale pamiętaj, że samochód skręca tylko w prawo!! start!!

 

wiecie, że się zawziął i tak wykombinował, że pół godziny później staliśmy cytryną pod oknami mieszkania? przy czym jeździł tylko prosto albo skręcal tylko w prawo. serio serio. czyli się da. czyli, że po pierwszej  nocce calkiem niezły jest.

czyli, że po pierwszej nocce nie ma szans dla mnie, żeby go na coś ekstra dla siebie naciągnąć, bo jeszcze zajarzy i zaprotestuje.

 

 

 

 

2011 odkładam na półkę :)

 

w_z_s_m : :

...i ona mówi do tego gościa " a wie pan, no bo ja pracuję z taką jedną Iks.." a on na to " z TĄ Iks??" no to ona mu mówi, że tak, że właśnie z TĄ Iks. a on na to, że "ta Iks to dupą lody robi". Czyli cykl NIESAMOWITE HISTORIE.

  Komentarze (5)
12. styczeń 2012 | 13:00:00



z końcem 2011 roku postanowiłam, że sprawą priorytetową i na cito będzie moje zdrowie.

oddalam swe ciało  w obroty Fartuchom.

krew prawie w porządku. ciotka anemia zgubila klucz, więc teoretycznie nie może się wprowadzić. ale na zimne dmucham.

fryzjer...a nie. to nie do tej notki :)

 

wczoraj natomiast poszłam do lekarza Igrek  celem weryfikacji diagnozy postawionej przez lekarza Iks. lekarz Iks, jak się okazalo, chciał mnie położyć i wziąć w rekę nóż. a lekarz Igrek stwierdził, że lekarz Iks racji nie ma.

komu wierzyc?

moje zdrowie, tak?

no a na końcu samym nieeeeezwykła przyjemność, sic! (bo pilates wprowadza harmonię, rozluźnia i napełnia energią....) poszlam do ginekologa. żeby wiadomo. raz w roku o siebie zadbać. 

pan doktor wskazal fotel (pilates podobno wyciska siódme poty, ale nie przyspiesza akcji serca. taaa...akurat) i boolesnie mnie poturbował przyciskając lewą dłonią mój brzuch.

 

Wu: aaaała no!

dr: oj przepraszam, oj zabolało. oj.....zabolało? a nie powinno zabolec...

Wu: nie powinno? a to niesamowite.

dr: to ja jeszcze pani zrobię usg, pani aniu.

Wu [pod nosem]: gratis, mam nadzieję....

 

więc mnie pan doktor ogląda od wewnątrz. stanął sobie między moimi nogami..o jedną z nich się oparł i...zapatrzył w monitor.

i milczy.

i milczy.

i wciąż milczy, a mnie piletes bokiem wychodzi, bo pompka niebezpiecznie przyspiesza. te coroczne pilatesy na fotelu ginekologicznym mnie kiedyś zabiją. powaga.

Wu: ????????????

dr: ............

Wu: ????????????????????????????

dr: ............................

 

czuję, że krew mi z twarzy opływa i już przysiegam sobie i wszystkim świętym, że się mężowi dotknąć nie dam...jesli jestem w ciąży, to zatlukę. zabiję. zniszczę. bede miotac przekleństwa i jad puszczę i w ogole armagedon....kiedy nagle pan doktor przemawia.

 

dr: nie ma.

Wu [pod nosem, ale chyba jednak słyszalnie]: uf..to dobrze.

dr [wgapiony w monitor]: źle.

Wu: dobrze! jak źle..dobrze! wraca mi krążenie i czucie w członkach (jakkolwiek to zabrzmi)..jak dobrze...jak dobrze...

dr: źle. nie ma.

Wu: czego? ciąży??

dr: jajnika!

Wu: a gdzie poszedł? tfu. a gdzie jest?

dr: schował się.

 

pilates z podchodami. co za atrakcja!! pan doktor, kiedy już posadził mnie za biurkiem, zaczął tłumaczyc, że prawdopodbnie chorowałam. ale nie kapnęłam się. no a jak ja się miałam zorientowac, że mi jajnik spierdala na zachód, jesli ja go nie widzę?

dr: a nie czuła pani, pani aniu, jakiegoś bólu?

myślalam, że to kac. tylko mniej tradycyjny.

 

widzicie. jak się człowiek każdego dnia dowiaduje czegoś nowego o sobie. Wy też o siebie dbajcie. śledziony pilnujcie. albo woreczków róznych. nigdy nie wiadomo w co się, łobuzy, wpakują. i od razu afera [Pesta, więc wiesz...nie zaopatruj się w różowe pliski dla Zosieńki, bo czasem mozesz jeszcze niechcący Zdzisława skrzywdzić].

 

więc tak. spokojna o to, że wyprawka nie uderzy po kieszeni, poszłam za ciosem i na deser zostawiłam sobie dentystkę, która zaśpiewała mi prawie półtora kawałka w PLN. ja cież pierdzielę... ale. ale przypomnialam sobie zaraz, że wolę jednak mieć diament w zebie niż trzecią taką perelkę na dwóch nogach.

kamieniom szlachetnym mówię - dość!

i jeszcze stary z fochem.... nie nie. ja już podziękuję.

 

 

w_z_s_m : :

Na dziesięciu mężczyzn dziewięciu lubi kobiety z dużymi piersiami. Ten dziesiąty woli tych dziewięciu.

  Komentarze (5)
10. styczeń 2012 | 09:04:00






przy porannej kawie biegam po necie. nie ma to jak z rana zawiesic oko na czymś fajnym.

oj mam na mysli jej rzęsy no. sztuczne pewnie, ale piekne.

ale...kobiety, koleżanki drogie, współtowarzyszki ucieśnione zbroją bieliźnianą. czy nie uważacie, że ona ma za mały stanik? tyyyyle się swego czasu gadało (nawet przed wieczorynką albo do drugiego śniadania w pracy w radio) o tym jak sobie dobierać stanik. i teraz nie wiem czy ja źle słuchałam? na moje oko Adriana Lima niekoniecznie trafnie dobrała rozmiar do zastanej sytuacji. albo to chwyt marketingowy jakiś. nie znam sie.

 

a że w umie oko od cycka daleko nie leży (tak, to się z wiekiem zmienia, niestety), to ja sobie dzisiaj  pogadam o? zębach. u dentysty byłam wczoraj. denstystki, żeby uściślic. ta pani jest malomówna i powściągliwa w okazywaniu emocji. ja tym bardziej. ale jak mi podczas nawiercania chlapała wodą po okularach, to prawie łzę puściłam. bo wspominałam ten niedawny deszcz. tez miałam przecież wtedy okulary mokre.

wzięła więc chusteczkę i wytarla mi twarz (okulary omijając), to mnie rozczulilo jeszcze bardziej. a  wody nie żalowala i powinna też wytrzec okoliczne ściany.

 

 

 

 

w_z_s_m : :
08. styczeń 2012 | 21:30:00



mąż z sanatorium wysyła telegram do żony, że wraca 2 dni wcześniej i prosi, żeby ona posprzątała, odpaliła świece, przygotowała kolacjęi stworzyła nastrój.

staje więc przed drzwiami i wciska dzwonek. cisza. znowu wciska. znowu cisza. a to kurwa! ja wracam, a ona się włóczy po mieście! a może...a może ona skladniki na kolację kupuje?

więc otwiera drzwi kluczem. wchodzi, a na podłodze damskie i męskie cuchy w nieładzie. a to kurwa! nie posprzątała! a prosiłem! a może...a może ona tak szykuje tę klacje, że czasu nie miała?

idzie do sypialni, a żona w akcji z mężczyzną. a to kurwa! zdradza mnie! a może...a może nie dostała telegramu?

 

to z wykładu z Pedagogiki specjalnej u pani Małgosi.

po drugim kawale, kiedy tylko upewniłam się, że jednak nie będzie zapowiedzianego egzaminu, poszłam w cholerę.

i kupiłam torebkę :)

 

czekałam na Szefa i Bandytę. byli w drodze po mnie. siedziałam sobie na ławce w tym miejscu rozpusty finansowej i myślałam o dniu wczorajszym. o deszczu, który dnia poprzedniego zachlapał mi okulary.

niebo nie zapowiadało mi tak cudnego finishu. może nie zauważyłam? nie zadzierałam nosa w górę. wyjątkowo :) ha!

ale kiedy nareszcie się ściemniło i zaczął padać deszcz...ech. nie pamiętam kiedy ostatnio szłam w deszczu. uwielbiam! strużka po moim czole, nosie, wokól ust i po brodzie w dól. niesamowicie.

szkoda, że mialam tak mało czasu by skakać po kałużach.

uśmiecham się do siebie dzisiaj.

a do G.rażyny puszczam oko, bo obiecała, że zadzwoni  w trakcie egzaminu z Pedagogiki specjalnej, żeby mi podpowiadać po kablu, a nie wyszło. tzn wyszło. bo dzwoniła zdaje się po 13ej? Grażka....Ty naprawdę myślisz, że ja taka nadgorliwa i w niedzielę siedzę w porze obiadowej na niewygodnym krześle przy kubku chłodnawej kawy, zagryzając suchy prowiant? :)))

 

 

 

w_z_s_m : :

Hahahahahhaahahhahaha ahahhahahahahahhahahahahahhahahha, hehhhahaahhhahahahahahhahahahahha.....uuuuh.......

  Komentarze (7)
06. styczeń 2012 | 22:48:00

 

 

 

wychodzę z domu. przyciskam słuchawki do uszu, włączam muzykę. wychodzę w noc o nieprzyzwoicie wczesnej porze. idę sama. w ciemności. no i... rain fall dawn.

z niektórych rzeczy, które zdarzyły mi się w życiu, dumna nie jestem. ale były, więc się uśmiecham :)

krok za krokiem. dłonie chowam w kieszenie, ale poluźniam szalik. cudnie, że wieje.


And the rain fell down
On the cold grey town
And the phone kept ringing
And we made sweet love

 

repeat.

repeat.

repeat.

uuuhh.

and the rain fell down. yeeeeeeeah.

 

jutro wykłady. ja cież pierdzielę. ja nie wytrzymam.

w_z_s_m : :

Wy to potraficie. phi!

  Komentarze (5)
05. styczeń 2012 | 23:04:00

 

wywołać człowieka do odpowiedzi.

wydawało mi się, że tracę serce do pisania. do zdjęć. z pewnością straciłam nadzieję na wiatry, sople z nosa i zaspy po szyję. depresja z powodu braku zimy. noszfpp...

więc, wydawało mi się, że nie będe w stanie napisac żadnego słowa więcej. żadnego. cały czas bujam się w zawieszeniu.

powrzucam zdjęcia. może coś zaskoczy.

 

 

w Nowy Rok weszłam w małogustownym, aczkolwiek raczej frywolnym stroju. koszulka za tyłek plus skarpety frotte plus kołdra na głowę i niech już wszyscy pójdą spać i przestaną strzelać petardami. jakby nie można było do 0.02.

nie. ci na moim osiedlu, napruci w cztery dupy, postanowili chyba rozpierdolić gwiazdozbiór.

odsypiam. ale kiedy ja wcale nie chcę! ja chcę nie spać.

święta były. i całe szczęście. do dzisiaj mam w lodówce zamrozone jedzenie. i wcale mi się nie spieszy z konsumpcją. dziwne te święta miałam. dużo sama byłam.

Bandyta - dzisiaj się dowiedziałam - złożył zaproszenie na ręce pani Marty z przedszkola. na kawkę ją do siebie zaprosił. wytłumaczył gdzie mieszka i gotowe.

ej, nawet mnie nie uprzedził, nie? że w razie co jacyś goście. 

nie przygotował mnie też na to, że z dnia na dzień coraz płynniej czyta. normlanie sobie idzie ulicą ze mną i czyta szyldy. chyba bedę musiała przestać tu przeklinac, bo jak zacznie kurwa czytać co ja tu pier**, to ja jeb**, chujnia z grzybnią. dziadkom mnie zakabluje.

to by było na tyle. zapadam w sen. nie-zimowy. a jak sypnie śniegiem, to mnieobudźcie.

 

P.S.

kilka osób przysłało mi smsem życzenia świąteczne. ale bez podpisu! jeśli torównież ktoś z Was, to ajmsory. ściskam posiątecznie, Robaczki.

 

 

 

w_z_s_m : :

Całe lata drążyłam tę tajemnicę...

  Komentarze (1)
05. styczeń 2012 | 23:03:00


...i dzisiaj juz wiem.

Amerykanie mają duże tyłki, bo w każdej wolnej chwili muszą sprostać misji. misja oddzielania makdonaldsowych wrapów [jak to się pisze?] od papierowych tubek. doprawdy. tego się nie spodziewałam.

 

 

w_z_s_m : :

amissya | eminem-word | kokaiinaa | gadajacy | oceniam-blogi | Mailing